RAWICZ - Stawy MILICKIE - TRZEBNICA - ŻMIGRÓD - KĄTY WROCŁAWSKIE - STRZEGOM - JAWOR - BOLKÓW - KAMIENNA GÓRA - CHEŁMSKO - ADRšPACH - BROUMOV - SREBRNA GÓRA - WALIM - WAŁBRZYCH      26 sierpnia- 4 września 2014

 

F tu: schematyczna mapka trasy

Opis Michała: http://mihurybi.website.pl/Foto/Fotoalbum/album/3-Rower/2014/14-08-26%20Rawicz%20Adrspach%20Walim%20Walbrzych/index.html

 

W zeszłym roku jechałem na Dolny zastępczą trasą kolejową doliną Baryczy, i urzekła mnie malowniczość tych okolic. Tak więc jedziemy. Bodaj po raz pierwszy jadę przez Wielkopolski PN za dnia. Okolice Puszczykowa są piękne, powstaje wizja kolejnej wycieczki. W Rawiczu wita nas Maciej, którego poznałem przypadkiem F kiedyś na Grodźcu. A właściwie, to on mnie wtedy poznał po wyglądzie, z lektury opisów turystycznych; Net jest niesamowitą sprawą. Maciej zrobił się „żylastym” rowerzystą dużego formatu. Jest późnawo, szybkie zakupy, Maciej najpierw oprowadza nas „z marszu” po Rawiczu (nadspodziewanie sporo zabytków) a potem odprowadza na pierwszy nocleg 11 km na E, w niewielkim lasku. Następnego dnia ładna pogoda, w Baranowiczach kilkaset metrów na W; doskonale zachowany szlaban graniczny, aż dziw, że ostał się złomiarzom. W Rudzie Sułowskiej jedziemy pomiędzy stawami; rzeczywiście jest to ptasi raj, są ich setki; odsyłam do albumu W. Puchalskiego „W krainie łabędzia”.

http://www.sklep-oikos.net.pl/pl/p/W-krainie-labedzia-Wlodzmierz-Puchalski/1638#

Sułów bogaty w zabytki: oryginalny kościół ośmio- lub dziewięcioboczny, okazały pałac w zamkniętym parku, kościół szachulcowy.

 

 

 

 

 

 

 

Na W wzdłuż kanału Niezgodzkiego, w stronę Jamnika. Po drodze drewniany jaz Bismarcka, roboty remontowe, poplątane drogi i przeprawy. Nad Jamnikiem rozkładamy w słońcu wilgotne namioty i śpiwory, po 15 minutach nadjeżdża patrol; stawy są skutecznie nadzorowane. W Żmigrodzie ładna stara zabudowa rynku, wieża wodna, na N tuż przed Żmigródkiem okazała ruina pałacu, według terminologii „ruina trwale zakonserwowana”.

 

 

 

 

Na drugim krańcu miasta oryginalny kształtem neogotycki kościół św. Józefa, projektowany podobno przez budowniczego dworców kolejowych, czego można doszukać się w wyglądzie bryły i detalach. W Trzebnicy okazałe sanktuarium św. Jadwigi śląskiej, wnętrze w remoncie.

 

 

Po drodze zaczynałem wyczuwać luzy w lewym pedale; najwyraźniej czekał przez kilka miesięcy aby tutaj nam zrobić kłopot. W sklepie rowerowym wymiana korby; oczywiście żadna z magazynu nie pasuje, poprzestaję na lewej korbie o pół cm krótszej niż prawa, ale tego właściwie nie dostrzegam w terenie. Śpimy na skraju łąki i lasu. Nad Odrę docieramy w Urazie; tu ruina zamku o oryginalnym obrysie trójkąta. Teren prywatny, dokładnie ogrodzony, zza fosy oglądamy fragmenty. Chcemy skrócić trasę i przeprawić się tu przez Odrę, w porcie oferują nam jedyną możliwość: płynięcie w ramach kursu szkolenia wodnego. Przewoźnik jest bliskim kolegą-grzybiarzem naszego znajomego „Borsuka”, znawcy Lasów Oliwskich. Po drugiej stronie ładne łęgi nadrzeczne, doskonałe na biwak. W Prężycach ładny pałacyk w zadbanym dużym parku, na sprzedaż.

 

 

 

 

 

 

W Wojnowicach prawdziwa perełka: pałac na wodzie. Intensywnie remontowany na siedzibę Kolegium Europy Wschodniej im. Nowaka-Jeziorańskiego. Wszystko mi się tu podoba: bryła, unikatowe usytuowanie na wodzie, otoczenie rozległego parku, energia i optymizm kierownika.

http://www.zamekwojnowice.pl/                         http://www.kew.org.pl/

W Karczycach na cmentarzu oryginalny pomnik Poczmistrza. Przez wioski z licznymi dworkami na S; Kąty Wrocławskie. Dworzec kolejowy żałosny… Przed Krobielowicami po lewej monument-mauzoleum z starannie skutymi napisami, obok miejsce parkingowe.

 

 

 

W Krobielowicach piękny pałac obok stadniny. Odbijamy na W, cały czas mamy w tle masyw Sobótki. Noc na rżysku łąki. Milin: ogromnie rozbudowane zabudowania gospodarcze dworu; wszystko w ruinie. To dzieło kilku ostatnich lat… Za Mietkowem Bożygniew; tu z kolei ruina pałacu…

 

 

 

 

 

 

W Mrowinach zakonserwowany pałac w zamkniętym parku. Piotrowice Świdnickie: renesansowy dwór pilnowany przez agresywnego zarządcę aby ktoś nie zbliżył się zbytnio. Pastuchów za Żarowem: zabytkowa wieża rycerska. Mrozów: wielka stadnina koni. W parku pałacyk, częściowo przedszkole, a częściowo hotel dla koniarzy.

 

 

Strzegom: kościół jak zawsze robi na mnie wrażenie. Rynek już nie ma nazwy Placu Przyjaźni Polsko-Radzieckiej; i komu przeszkadzała taka miła nazwa... 

 

 

 

 

Jawor, Kościół Pokoju (odsyłam do http://www.tomek.strony.ug.edu.pl/opisy/agatowe ). Na rynku święto chleba. Pogoda się psuje, biwak pod Czartowską Skałą musimy przyspieszyć bo zaczyna padać. I od tej pory już tak będzie do końca.

 

 

 

 

W Muchowie duże założenie turystyczne. Pogwizdów: stary kościółek z pięknymi detalami. Pałac w Świnach jest udostępniony zwiedzającym.

 

 

 

W Bolkowie, o ile zabudowa miasta jest bardzo interesująca, to zamek jakoś nie budzi mojej sympatii. W Kamiennej Górze gościna w przyjaznym domu u Freda i Romka. Następnego dnia w mocno niepewną pogodę Krzeszów który na Michale nie robi wielkiego wrażenia. Półgodzinny deszcz przeczekujemy pod wiatą autobusową, rozmiękłymi drogami do Skał Krasnoludków. Tu niespodzianka, bo rozpadające się drewniane  daszki zastąpiono jedną dużą bardzo porządną wiatą i kilkoma mniejszymi, są miejsca na ognisko. Pogoda ciągle podła, rozkładamy się pod tą wielką wiatą.

 

 

 

 

 

W Chełmsku piękne podcienia rynku, załapujemy się na zwiedzanie otwartego akurat kościoła. Do przejścia do Czech przez góry (wcale nie tak bardzo ulgowa ta trasa), i zjazd do Adrspachu (odsyłam do http://www.tomek.strony.ug.edu.pl/opisy/czeskiraj ). W Adrspachu mgiełka, siąpiący deszcz prowokuje mnie do protestu: nie idę w Skalne Mesto bo i tak niewiele mi to da. Ale Michał nie ma wyboru, bo nie zna tej atrakcji. Bezskuteczne próby znalezienia miejsca gdzie można coś zjeść w Teplicach. W stronę Mezimesti, przed Broumovem kiepskie mokre miejsce w lesie na marny biwak. W Broumowie tuż przy prawym dolnym rogiem ryneczku odnajduję swój dawny bar, gdzie raczymy się zupką i hnedlikami z gulaszem. Lokal nie jest szczytem elegancji, ale ma autentyczną czeską atmosferę nieco Szwejkowską, jest smacznie, bardzo miło i niedrogo; zachęcam. Muzeum jest umiarkowanie interesujące, a na zwiedzenie klasztoru musielibyśmy poczekać; następnym razem.

 

 

 

 

 

 

Stary drewniany kościół cmentarny, z sobotami i starym wyposażeniem. Zjazd na Tłumaczów, Nową Rudę. Ładnie odnowione centrum, zakupy i przebieramy się po niewielkim pogubieniu, w mgle i siąpieniu w kierunku Srebrnej Góry. Pogoda bardzo paskudna, proponuję próbę zabiwakowania pod wiatą poniżej Wiaduktu Srebrnogórskiego.

 

 

 

 

 

 

Pomysł był koszmarny, bo zejście jest raczej ześlizgnięciem się po stromej gliniastej ścieżce bez możliwości powrotu. Pod wiatą nie da się przenocować, bo jest to stok, także gliniasty, a dach dziurawy (opisywałem kiedyś moje koszmarne przygody z kretynami rzucającymi tu z góry kamieniami). Zjeżdżamy (no, przesada) zatem w dół, Michał łapie paskudną dziurę, w deszczu łata ją nad stawkiem przy daczy; właściciel nie podejmuje sugestii przenocowania. Zjeżdżamy zmaltretowani przez Żdanów prawie do Srebrnej Góry (miejscowości), po drodze miałem kiedyś zaznaczoną prywatną wiatkę nad stawkiem, nic z tego. Tak więc najmujemy kwaterę w Srebrnej Górze, co prawda bez ogrzewania, ale zawsze można się podsuszyć i przywrócić nieco człowieczeństwa. Następnego dnia podchodzimy do Twierdzy w tak gęstej mgle, jakiej dawno nie widziałem. Ponownie protestuję u Opaczności w postaci strajku; nie będę zwiedzał czegoś czego nie widzę. Ale Michał nie ma wyboru, bo nie zna Twierdzy Srebrnogórskiej. Zjeżdżamy długą trasą Czerwieńczyce, Bożków.

 

 

 

Pałac wyjątkowej urody czeka najwyraźniej na zrujnowanie. Ponownie Nowa Ruda, Ludwikowice, skręt w kierunku Sokolca. Pogoda kiepska, zimno, miejsc na biwak brak. I tak lądujemy w rejonie wejścia do sztolni w Rzeczce; miejsce paskudne, ale jest już zmrok i nie ma wyboru. Rano zjeżdżamy jednak do Walimia z jego mrocznymi wojennymi legendami. Podjazd do sztolni Włodarza, której nie znam.

 

 

 

Zwiedzamy, potem usiłujemy skrócić przez las drogę do Osówki. Ścieżki są niewyraźne, grzęźniemy w rozmiękłych po deszczu bagienkach, wracamy do Walimia. Stąd asfaltem ale sporym przewyższeniem przez ładne okolice, w słoneczną pogodę do Osówki.    https://www.youtube.com/watch?v=1jtkCW1gdlY  Osówka jest dla mnie najbardziej urozmaiconym elementem podziemnych sztolni, zwiedza Michał, a ja leniuchuję w słońcu. Jedlina jest prawie przedmieściem Wałbrzycha, bardzo ładnie położona. Powrót.

 

 

Tomasz Pluciński
nowy adres:  tomasz.plucinski@ug.edu.pl

F strona z indeksem opisów turystycznych
F strona główna